 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|
Info
News
Archiwum
Credits
Ankieta
O Zespole
Squad
Biografia
Kontakt
Tourniquet
Photogaleria
Stuff
Albums
Singles
Promos
Bootlegs
Demos
Videos
CD Roms
Greatest Hits
Soundtrack
Interviews
Inne
Ubrania
Plakaty
Literatura
Kartki
Texty
Tłumaczenia
Tabulatury
Artykuły
Wywiady
Recenzje
Słownik
FAQ
Cran Linx
Midi
Mp3
Video
Audio
Fonty
Skiny
Screen Savery
Tapety
Ch@t Room
Xięga Gości
Forum Dyskusyjne
Formularz
Fans Of The Crans
Fani Fanom
TOP 10
Crunner
Mail Me

|
|
Ta podstrona jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla WAS.
Jeżeli macie jakieś opowiadania, recenzje, relacje z koncertów,
etc., związane z tematyką The Cranberries, ale i nie tylko,
to przyślijcie je do mnie a na pewno je tu umieszczę.
Na ten moment przyszło nam długo czekac, ale w końcu koncert zurawinek
stał sie faktem. 25 kwietnia w Spodku pojawili sie The Cranberries.
O żenujacym wystepie niejakiej P. Markowskiej napisze tylko tyle, iz sie
odbył i na szczęscie trwał tylko 20 minut. Głowni bohaterowie wieczoru pojawili
sie na scenie okolo godziny 20:20, przywitani ogromna wrzawa przez prawie
szczelnie wypełniony Spodek (chociaż podana przez organizatorów liczba 7000
wydaje mi sie troche przesadzona - 7 tysiecy to było na ubiegłorocznym
koncercie Rammstein'a przy usunieciu krzesel z sektora czerwonego).
Ale wracamy do koncertu The Cranberries, Dolores w weneckiej masce na
twarzy, w której wykonała 2 pierwsze utwory.Zaczeli z ogromna siła od
najlepszego w/g mnie kawałka z ostatniej płyty tytułowego Wake Up and
Smell the Coffee, az ciarki przechodziły po plecach gdy cały spodek wykrzykiwał
słowa refrenu: Wake Up... . drugi w koleji był kawalek na który chyba wszyscy
czekali , a mianowicie Zombie, w trakcie którego pod scena było prawdziwe
piekło.Ponadto zagrali min.: Animal Instinct, Loud and Clear ( kapitalnie zagrany),
Promises, Just My Imagination, Linger, Pretty (jeden z moich faworytów), Dreams,
Salvation, Ode To My Family, I Can't Be With You, Daffodil Lament, Analyse,
This is the Day, Chocolate Brown, Dreaming My Dreams, When You're Gone,
Free to Decide. Podczas każdego utworu wspomagamy Dolores w śpiewaniu.
Obserwujac Dolores na scenie, az dziw bierze skąd tyle energii ma w sobie ta
drobniutka i sympatyczna Irlandka. Mike i Noel tradycyjnie dość statyczni , ale
usmiechy na twrzy zdradzały, że im sie podoba. Ponadto był urodzinowy tort dla
kierowcy autobusu, rzucane przez Dolores w publicznośc kwiaty (jeden z nich
stał sie moja wlasnoscia), pałeczki Fergala i obietnica, że jeszcze do nas zajrza.
Grali z mała przerwa do 21:55. Na 1,5 godziny spodek odleciał do Irlandii.
Wspaniały koncert, wspaniałego zespołu. Szkoda tylko, że nie zagrali dłużej, szkoda
tez nie zagrali utworu na który najbardziej czekałem - Waltzing Back.
Do nastepnego razu Dolores.
|
Na początek może o występie Patrycji Markowskiej. Najbardziej mi się
podobało jak powiedziała, że jeszcze tylko 2 utwory. I to chyba był
najlepszy moment jej występu. Choć starała się dziewczyna, kupiła nawet
nowe buty (zapomniała tylko odkleić cen na podeszwach).
Dalej już było zupełnie inaczej. Na początku przeżyłam małą masakrę,
jako, że stałam na płycie 2-3 metry od sceny. No ale trudno przeżywać na siedząco?
Zaczęli dość zabójczo, bo WUASTC, a potem Zombie. Ten 2 utwór mnie zresztą
trochę zdziwił, jak na początek, ale i ucieszył. Odwalili go od razu i nikt im potem
dupy nie zawracał krzykami: "Zombie" itp. Osobiście uważam, że nie jest to
największe osiągnięcie grupy, jak niestety wielu sądzi. Za to "Daffodil lament"
nie wierzyłam, że usłyszę na koncercie, a jednak. To był dla mnie jeden z
lepszych momentów. Szkoda, że nie złapałam kwiatka. No i jeszcze "Pretty",
tak się rozochociłam, że liczyłam jeszcze na "How", no ale co za dużo, to nie
zdrowo. Poza tym jeszcze końcówka przed bisem była fantastyczna. Najpierw
"Salvation", którego moc można puczuć dopiero na żywo (albo na imprezach na
moim 1 roku - ech, to były czasy). I wreszcie "Ridiculouos thoughts" - moim
zdaniem PERFEKCYJNE wykonanie. Oczywiście bisów było za mało, a koncert mógł
trwać do rana. Ale... pozostał niedosyt, który mam nadzieję zapełnić następnym
razem. Bo chyba Polska już na stałe zagości w planach koncertowych TCB.
W końcu Dolores obiecała.
Aha, jeśli ktoś czytał recenzję z koncertu w katowickim dodatku "Gazety Wyborczej"
z następnego dnia, to niech mnie oświeci: czy recenzent XY był na tym koncercie,
czy też nie. Bo ja na pewno byłam na innym.
To tyle. Do zobaczenia na następnym koncercie.
May The Cranberries be with you.
|
Piękna chwila
The Cranberries w Katowicach - moim rodzonym mieście! To według mnie
absolutnie najlepsza grupa na świecie, więc moje podekscytowanie wzrastało z
każdym dniem dzielącym mnie od koncertu. W dodatku wybrałam się tam z
koleżąnką z ...Estonii! Przyjechała do Katowic dzień wcześniej - wcześniej
znałyśmy się tylko przez Internet.
25 kwietnia...tego dnia nie zapomnę nigdy! Długie godziny oczekiwania przed
Spodkiem.... W tym czasie poznałyśmy fantastycznych ludzi z drugiego końca Polski.
Udało nam się znaleźć z przodu płyty. Support przetrwaliśmy dzielnie, myśląc
o zbliżającym się występie Żurawinek. Gdy tylko na scenie ukazała się
Dolores, wzniósł się wszędzie ogromny, spontaniczny aplauz. Podniecenie i
wzruszenie po prostu mnie rozsadzały. Nie da się opisać, co się działo przy
"Zombie", "Wake Up And Smell The Coffee" czy "Salvation". Powiem jedno: dwie
godziny zleciały tak błyskawicznie, że nie chciało mi się w to wierzyć. To
był piękny moment mojego życia. Wszyscy trzymamy Dolores za słowo-za rok ma
nam zaśpiewać znowu!
Ela B.
|
|
|
 |
 |
 |
 |
 |